|
Ranek nie zaczął się zbyt dobrze. Zaspali obydwoje. Popędzili do łazienki. Nie obeszło się bez małej kłótni o pastę do zębów, która miała kontynuację przy stole:
- Przecież wiesz, że nie dodaję mleczka do kawy - kontynuował Konrad.
- Wlałam odruchowo do filiżanki i do kubka. Od razu pomyj po śniadaniu, nie chciałabym widzieć brudnych naczyń jak wrócimy do domu, a będziemy zapewne bardzo późno.
- Nie wiem czy zdążę, jeszcze buty muszę wypastować – pobiegł się golić.
Przekręcał klucz w zamku, gdy Darii się przypomniało:
- Pomyłeś?
- Zapomniałem, zrobię to jak wrócimy.
- Nie „jak wrócimy” tylko teraz. Prosiłam przecież – uparła się niepotrzebnie.
- Jak chcesz, ale spóźnię się przez ciebie...
Słyszała jak rzuca mokrymi naczyniami o suszarkę. Jednym nie trafił. Brzdęk.
- Tylko nie mów, że stłukłeś moją filiżankę od babci.
- Na to wygląda. Sklei się.
- Idź już lepiej! Nie chcę cię oglądać!!!
- Dobrze już dobrze. Przepraszam – próbował ja objąć i pocałować na zgodę.
Rzuciła mu piorunujące spojrzenie spod zmarszczonych brwi. Wiedział, że w tym stanie nie ma szans jej dotknąć. Przypomniał niepewnie:
- Spotkamy się wieczorem na imprezie u Ali i Jacka?
- Nigdzie z tobą nie pójdę!!!
Trzasnął drzwiami i szybko zbiegł po schodach.
*
W pracy Daria odbyła trochę denerwujących rozmów z kontrahentami. Co w połączeniu z niemiłym porankiem spowodowało, że do południa chodziła jak chmura gradowa. Była na siebie wściekła < Jak zwykle poszło o błahostkę. Przecież nie zbił tej filiżanki celowo. Będą teraz piła z kubka. To przecież nie ma znaczenia z czego się pije tylko z kim. > Potem rzuciła się w wir zajęć. Nie słyszała telefonu uparcie podzwaniającego na samym dnie torebki. Było jej jednak jakoś nieswojo. Chciała się szybko pogodzić. Postanowiła zrobić coś niezwykłego. W końcu to on nie zasłużył sobie na taki wybuch złości. Ale co tu wymyślić. Wiem – na wieczór będą pończochy FF i koronki. To z pewnością pomoże, zawsze jakoś pomaga.
*
Wyszedł na lunch. Znowu nie odbiera. Jak można być tak upartą? Komu przeszkadzałoby kilka brudnych garów? Trochę szkoda, bo była przywiązana do tej skorupy. Chyba dostała tę filiżankę na jakieś urodziny, imieniny, a może pod choinkę? Cholera wie. No odbierz. Żeby tylko nie zrobiła mi na złość nie przyjeżdżając wieczorem na party.
*
Przemieszczał się wśród podekscytowanego perspektywą zabawy tłumu w kierunku szwedzkiego stołu, witając się co jakiś czas ze znajomymi. Właśnie nakładał sobie sałatkę gdy cmoknęła go w policzek Iza. Ładna wysoka szatynka z wiecznie rozbieganymi oczami i zbytnio ruchliwą głową.
- Witaj Konradzie! A gdzie zgubiłeś swoją drugą połowę? Nie ma jej. Może to i dobrze. Będziemy mogli sobie porozmawiać spokojnie. Mówiłam ci już, że Daria mnie uprzedziła – gdybym wtedy się nie rozchorowała to ja przyjechałabym zamiast niej. I pewnie dziś ja i ty...
- Tak Izo, mówisz mi to za każdym razem gdy się widzimy – przerwał jej potok słów. Czy ta kobieta kiedyś milczy? Pewnie i przez sen gada.
- Ach tak. Jak sprawy zawodowe? Do przodu zapewne? Słyszałam, słyszałam o waszej udanej kampanii...
- A propos osiągnięć: Izo znasz już tego człowieka sukcesu? W zeszłym tygodniu odebrał nominację na sędziego od prezydenta. Sebastianie pozwól - skinął na blondyna o zamglonym wzroku.
- Nie wierzę, taki młody a już sędzia! – jej oczy niczym czułki podnieconej modliszki skierowały się na nadchodzący garnitur – Czy myśmy się już gdzieś nie poznali? Tak na pewno. To było w ...
- Stary z nieba mi spadłeś – szepnął Konrad do Sebastiana – pozwól jej mówić, a wszystko się samo ułoży.
*
Podszedł do dyskutujących zawzięcie sióstr w obcisłych różowych sukienkach, otoczonych wianuszkiem adorujących je panów. Na bliźniaczki miło było popatrzeć. Długonogie, niebieskookie, blond piękności z pełnymi dekoltami. Tylko która to Ania, a która Hania? Rozmawiając z nimi, miało się dziwne wrażenie, że to nie dwie różne osoby a jakiś optyczny omam: jedna zaczynała zdanie, druga kończyła i odwrotnie. Chyba ciągle muszą przebywać razem. Ciekawe czy kochają się też razem? Taki trójkącik byłby interesujący... - przemknęło mu przez myśl. Proszę przyjedź wreszcie!
*
Już od progu zaczęła rozdawać powitalne uśmiechy. Daria kochała ludzi. Dawali jej energię. Michał – kolega ze studiów o niezwykle delikatnych dłoniach - zajął się nią od razu. Rozmowa z nim zawsze ją odprężała, przywołując jednocześnie wiele miłych wspomnień. Podjadała oliwki kiedy dostrzegła Konrada na tarasie gestykulującego w towarzystwie jakichś ludzi. Pociągająco wygląda. Założył marynarkę, którą lubię - przemknęło przez myśl Dari, a Michał podał jej kieliszek czerwonego wina.
*
Wygląda olśniewająco. Nie widziałem tej zielonej sukienki. Ma czarne pończochy, czyżby FF? No obróć się kochana. Tak, z boskim szewkiem. I szpilki z paskiem wokół kostki. Już po mnie. Boże, ona jest jak zjawisko. Cała złość mu minęła i zdominowało go pragnienie – pogodzić się i popieścić to zjawisko. A tu znowu ten dupek Michał kreci się koło niej.
*
Spojrzeli na siebie z czułością i pożądaniem zarazem. Przeprosił rozmówców, chciał podejść do niej. Michał jednak już porwał Darię na parkiet. Obrót, podrzut - drobna sylwetka Dari wirowała dosłownie wszędzie. Lubiła tańczyć. Dobrze ją to nastrajało, a nierzadko pobudzało - taniec ma w sobie przecież tyle erotyzmu. Zawinęła nogę wokół uda partnera by wygiąć się do tyłu. Sukienka podciągnęła się nieco do góry, odsłaniając zmysłową podwiązkę podtrzymującą ciemniejszy splot wykończenia nylonów. Kondradowi zrobiło się gorąco, już nie chciał się jedynie przyglądać. Nagle gospodarze oznajmili, że w ogrodzie odbędzie się pokaz sztucznych ogni. Rozbawione towarzystwo ochoczo popędziło na zewnątrz. Konrad ujął Darię pod ramię. Odpowiedziała wyzywającym spojrzeniem swoich zielonych oczu:
- Gdzie?
- Gdziekolwiek.
Objął ja w pół, a ręka zsunęła się na kuszące pośladki.
- Nie masz majtek?! Jak tak możesz chodzić? Tu jest tylu rozpalonych facetów, a ty nie założyłaś majtek?!!!
- Za dużo mówisz kochany. Zapomniałam ich włożyć... po prostu – wyjaśniła niewinnie i zamknęła jego usta swoimi.
*
Przywarli do siebie w holu, w którym pachniało bzem stojącym w kilku wazonach. Pogłaskał jedwabistą pończochę opinającą jej zgiętą i opartą obcasem o ścianę nogę. Nylonowe kryształki na jej udach mieniły się pięknie, co jakiś czas pobłyskując barwami tęczy w blasku wystrzeliwanych sztucznych ogni. Ugryzła go lekko w ucho. Przeszył go elektryzujący dreszcz. Podciągnął sukienkę. Pod koronkowym pasem koloru butelkowej zieleni prześwitywał znajomy dołeczek pępka otoczony uroczymi pieprzykami. Jeden ruch i był w niej. Westchnęła. Z ogrodu dobiegł ich chichot rozbawionych bliźniaczek oraz brzdęk tłukącego się szkła. Schody, tak schody prowadzą z pewnością do jakiegoś bardziej intymnego miejsca. Aksamity jej nóg oplotły biodra Konrada, szeleszcząc przy tym zniewalająco. Podtrzymywał ją za gładki pośladek. Drugą dłonią gładził kształtne kolano obleczone cudowną mgiełką. Upajając się dotykiem magicznej delikatności pończoch czuł pulsujące ciepło bijące z jej drżącego uda. I poszli tak, złączeni, schodami na piętro. Przy każdym kroku wstrząsani lawinami iskierek. Kolejny schodek, ciche jękniecie, stopień w górę, przeciągłe westchnienie, jeszcze jeden schodek i osunęli się na poręcz...
*
Gabinet wionął kurzem z pełnych ksiąg półek ciągnących się od dębowej mozaiki po sufit z plafonami. Daria miała jednak wrażenie, że intensywny zapach bzów z holu przywędrował tu za nimi. Centralne miejsce pokoju zajmował masywny, wręcz toporny gdański stół. W końcu jakiś mebel, który nie powinien trzeszczeć - pomyślała. A była to jej prorocza i jednocześnie ostatnia przytomna refleksja. Obrócił ją delikatnie tyłem do siebie i zginając w pół położył na rzeźbionym blacie. Pas zmysłowo obejmował wypięte pośladki. Idealnie naprężone szewki FF-ów zakończone jaśniejszymi kółeczkami podkreślały smukłość jej nóg, wyzwalając w Konradzie falę namiętności. Fontanna świateł za oknem, jej krzyk, kilka baldachimów świateł jednocześnie, salwy jej uniesień. Zatopił dłoń w jasnych włosach Dari. Odszukała ją ustami, bezwiednie ugryzła w palec. Bezpieczniej było pogładzić ją po karku. Ten jeszcze nie kąsał... W momencie, kiedy jej ręka strąciła ozdobny kałamarz, na niebie rozbłysły ostatnie tęczowe języki ogni, a z gardła Dari uleciało górne C.
*
Konrad przyniósł jej lampkę szampana.
- Wspaniały koncert dzisiaj dałaś, Dario,,,
- Nie trudno dobrze śpiewać mając takiego dyrygenta...
- Mówicie o koncercie - w właściwy sobie sposób wmieszała się w rozmowę Iza, raczej twierdząc niż pytając – tym wczorajszym w filharmonii zapewne. Wspaniały ten dyrygent z Włoch. Widziałaś moja droga jaką miał szopę włosów na głowie? Dlaczego oni zawsze mają jednakowe fryzury?
- A owszem czuprynę też miał fajną... – odrzekła Daria i przytuliła się do Konrada.
|