|
Wagon kołysał się miarowo, tak jakby od niechcenia, bowiem pociąg wlókł się niemiłosiernie. Był to osobowy w starym, poczciwym stylu przełomu lat 60 i 70 XX stulecia, relacji Warszawa – Białystok. Za oknem niespiesznie przesuwały się malownicze pejzaże mazowieckich pól skąpanych w lipcowym słońcu.... Starałem się silić na obojętność i leniwy spokój, aliści było to niezwykle trudne zadanie, mając przy swoich udach stopy Hani, odziane w nylonowe pończochy i głaszcząc je pieszczotliwie delikatnymi dłońmi.... Hania siedziała naprzeciwko mnie i po jej w pół przymkniętych oczach i lekkim uśmiechu było widać, że ten masaż sprawia jej niekłamaną przyjemność. Pieściłem jej nogi w nylonach już prawie pół godziny, a miałem w perspektywie jeszcze ze dwie godziny lub więcej. Wszystkie zakończenia włókien nerwowych były teraz w moich dłoniach i koniuszkach palców tkliwie obejmujących jej paluszki, piętki, głaszczących całe stópki, kostki i dolne fragmenty łydek. Moje dłonie ani przez chwilę nie spoczęły w bezczynności, nieustannie muskając, dotykając, pieszcząc jej stopy: rzekłbym, że dłońmi całowałem jej nogi z najsubtelniejszą czułością. Było to dla mnie niesamowicie rozkoszne przeżycie; przyzwyczajałem się z wolna do permanentnego wzwodu, który stawał się momentami bolesny... Jakżebym chciał móc uwolnić twardego członka ze spodni i obydwiema nylonowymi stópkami pieścić go i pobudzać!! Nie byliśmy wszakże w przedziale sami: jechało jeszcze jakieś znudzone sobą małżeństwo w średnim wieku, jakiś rolnik glamiący właśnie kanapkę i żołnierz (chyba na przepustce) zatopiony w lekturze gazety.
Jechaliśmy z Hanią, w ramach wakacji, do jakiejś dalszej rodziny jej rodziców na wieś pod Białystok. Tamci ludzie (na których Hania mówiła „wujostwo”) mieli ponoć wcale niemałe gospodarstwo rolne, jakąś hodowlę nierogacizny, szklarnię z nowalijkami, warzywnik... w każdym razie nieźle prosperowali, jak na tamte czasy; możnaby powiedzieć, że byli bogaci, mieli spory dom, zachodni samochód, liczne, rozmaite maszyny rolnicze... A z resztą, to akurat niewiele mnie obchodziło; ważne było to, że Hani i moi rodzice postanowili wysłać tam na dwa tygodnie Hanię pod moją – jako starszego, no i chłopaka - opieką. Tamci jej wujostwo dawno nie widzieli swojej ulubienicy, więc zaprosili ją na dwa tygodnie wakacji, a że Hanusia jeszcze mała, więc i ja skorzystałem i cieszyłem się na myśl bycia z moim Słoneczkiem nieprzerwanie, dzień po dniu. Mój tata odwiózł nas samochodem na Dworzec Wschodni, zapakował do wagonu, cały czas przykazując mi, że spoczywa na mnie odpowiedzialność, żebym się opiekował młodszą kuzynką, żebym nie ganiał sam po polach i lesie i nie zostawiał Hani bez opieki... żebym...... żebym.... żebym...... i takie w tym stylu różne górnolotne przykazania. Oj, tato, tato – myślałem sobie marząco – żebyś ty wiedział, z jaką rozkoszą będę się nią opiekował i zajmował.... i ani mi w głowie zostawianie jej samej choćby na krótko....
Było ciepło, acz nie upalnie, a Hanulka – jak na panienkę z dobrego domu przystało – miała na sobie ładną, skromną, letnią sukienkę przed kolana w pastelowym, seledynowym kolorze, a na nogach śliczne, jasnobrązowe, cienkie, nylonowe pończochy, przedmiot mojej ekscytacji, fetysz niemal, zaś na stopach białe sandałki. Usiedliśmy w przedziale przy oknie, vis a vis siebie i machaliśmy tacie stojącemu na peronie. Ledwo pociąg wytoczył się z rozjazdów dworcowych, zaproponowałem Hani:
- Zdejmij sandałki i wyciągnij nogi, będzie ci wygodniej ... a mnie przyjemniej – dodałem ciszej
- A nie chciałbyś ty zdjąć mi sandałków? – zapytała z zalotnym uśmieszkiem, wyciągając nogę w moją stronę – niewygodnie byłoby mi się schylać – dodała.
- Czytasz w moich myślach, skąd wiesz, że tego chcę?
- Wystarczyło spojrzeć w twoje oczy – zaśmiała się perliście
Było coś takiego w tej małej, jakiś magnes, który przyciągał mnie do niej z rosnącą siłą, z radością witałem każdy dzień, w którym wiedziałem , że ją zobaczę! Ująłem w kostce wyciągniętą nóżkę i ułożyłem sobie na kolanach. Mój ogier zareagował natychmiast postawą „na baczność”. Zdejmowanie sandałków stało się całym misterium. Przytrzymując stopę jedną ręką która jednocześnie głaskała wystające spod paseczków paluszki, drugą powoli rozpinałem zapinkę na kostce. Gdy już się z nią uporałem, powolutku i z namaszczeniem rozpocząłem proces zsuwania sandałka z nogi. Trwało to długo, połączone było z ciepłym obejmowaniem stopy i jej głaskaniem na wierzchu, pod spodem, po paluszkach i po piętce... Niesamowicie podniecająco wyglądały ciemniejsze wzmocnienia pończoszki na paluszkach i piętce, i leciutkie zmarszczenia nylonu na kostce, Nie mogłem oderwać od nogi i oczu i dłoni, a wzwód aż bolał. Całym wysiłkiem woli powstrzymywałem się przed pochyleniem głowy i całowaniem jej najśliczniejszych stópek w nylonach.... Było to torturą, ale nie byliśmy – niestety – sami. Popatrzyłem na Hanusię i dostrzegłem w jej oczach znajome, rozmarzone, lekko nieprzytomne spojrzenie, które świadczyło o jej narastającym podnieceniu. Drugi sandałek w podobnie powolny i wyrafinowany sposób spoczął na podłodze wagonu, zaś nóżki zostały już u góry, w moich dłoniach. Żeby nie wzbudzać niezdrowego zainteresowania współpasażerów, położyłem nogi Hani na siedzeniu obok siebie, pomiędzy moimi udami i ścianą wagonu – w ten sposób to, co wyczyniałem z nimi ręką pozostawało zasłonięte przed oczyma postronnych. A wyczyniałem cały koncert masażu, który – jak widziałem – działał na Hanię w kierunku pożądanym: miała chyba niezwykle wrażliwe erotycznie stopy, bowiem jej zaróżowiona buzia, trochę nieprzytomne oczy i głęboki oddech mówiły same za siebie. W pewnym momencie Hania pod pretekstem poprawienia sobie wygody siedzenia, przełożyła jedną nogę między moje i tym samym miała całe moje napięte i podminowane krocze w zasięgu działania swoje stópki. Natychmiast sięgnąłem z obojętną mina po gazetę, rozłożyłem ją na kolanach i „zatonąłem w lekturze”. Przez chwilę, kiedy Hanusia przeprowadzała operację przełożenia nogi, uniosła nieznacznie skraj sukienki i odsłoniła moim wygłodniałym oczom cała długość obleczonych pończochami nóg, aż po jasny skrawek skóry ud między mankietami pończoch a różowymi majteczkami. Nie musze chyba po raz kolejny opisywać, co działo się we mnie na ten widok, byłem bliski albo omdlenia albo eksplozji: śliczne, gładkie, połyskujące w słońcu, nylonowe, jasnobrązowe pończoszki, z delikatnymi zafałdowaniami na kolankach i kostkach, sięgające wysoko na uda, zakończone dwustopniowymi, ciemniejszymi zgrubieniami mankietów, przypięte metalowymi sprzączkami do szerokich różowych taśm od przykrytego majteczkami pasa, marszczące się przy sprzączkach.... LUUUUUDZZZIIIIEEEE!!!! Jaki normalny facet jest w stanie to wytrzymać mając jedną nogę swojej partnerki w dłoni a drugą między nogami??!! Toż to trzeba by chyba być eunuchem i to ślepym od urodzenia!! Czułem, uderzenie gorąca, czułem jak cała krew wali mi na twarz, która paliła żywym ogniem! Bezwiednie zacisnąłem mocniej dłoń na stópce kochanej Hanulki i pochyliłem się głęboko nad gazetą. A ona – wyobraźcie sobie – z figlarnym uśmieszkiem, dużym palcem nogi spoczywającej na moim kroczu zaczęła powoli rozsuwać suwak mojego rozporka!! Rozsunęła!!! Do końca!!! Czas zatrzymał się, a orgazm zdawał się być nieuchronny. Dyszałem ciężko, zasłaniałem usta opierając je na pięści, w oczach tańczyły mi plamki w kolorze hanusinych pończoch, wszystkie mięśnie napięte drżały jak na ciężkim treningu... Nie wiem, czy współpasażerowie w ogóle orientowali się co tu się wyrabia i – w tym stanie ducha – w ogóle to mnie nie obchodziło. Ostatkiem świadomości zastanawiałem się, tylko, jak będę wyglądał z dużą mokrą plamą z przodu...... I stałoby się tak niechybnie, gdyby nie ..... „dzień dobry państwu, proszę bilety do sprawdzenia!” Zmieszanie, wstawanie, podawanie biletów... i zanim się już ten rozgardiasz uspokoił, pociąg wreszcie mozolnie dowlókł się do Białegostoku. Moja kochana , kuzyneczka powiedziała przy wysiadaniu filuternie:
- Nie martw się, ciąg dalszy nastąpi...
Na peronie czekał już wujek Hani, pomógł nam się wytarabanić z bagażami i upakował do samochodu (o ile pamiętam, był to Opel Rekord); czekało nas kilka kilometrów dojazdu do jego farmy. Siedzieliśmy na tylnym siedzeniu, blisko przy sobie, czując swoje ciepło i podniecenie, nieznacznie gładziłem Hanulkę po kolankach i udach, nie mogąc pozwolić sobie na nic więcej, bo facet rozmawiając z nami spoglądał co chwila we wsteczne lusterko, a poza tym, ponieważ byłem świeżo poznanym „obiektem rodzinnym” no i opiekunem Hani, cały ciężar rozmowy był ukierunkowany na mnie – musiałem więc orientować się na bieżąco i logicznie podtrzymywać konwersację dotyczącą – jak zwykle w takich przypadkach – rodziny, szkoły, zainteresowań, dzielnicy, w której mieszkam, rodziców.... Znane? Znane! To nie będę relacjonował. W tak sielskiej atmosferze dojechaliśmy na miejsce. A tam....
Ale to, co tam się wydarzyło, będzie tematem następnego opowiadania. |