|
Szukając internetowych publikacji do działu "W nylonowej sieci" natknąłem się na artykuł Janusza A. Urbanowicza pt. "Wiek tandety" (tu link). Autor trafnie porównał dawne pończochy nylonowe do dzisiejszych rajstop, dla zobrazowania m.in. obecnego trendu w wytwórczości - jednorazowości wyrobów. "(...) Pierwsze nylonowe pończochy były bardzo trwałe. Trudno w to dzisiaj uwierzyć, damskie rajstopy z syntetycznych włokien następnych generacji drą się od czegokolwiek. A pierwsze nylony były zbyt trwałe, nie niszczyły się - i użytkowniczki nie musiały kupować nowych, chyba, że po zmianie fasonu.(...)" - twierdzi z dużą dozą racji Janusz Urbanowicz.
Tak naprawdę, z trwałością nylonów różnie bywało - w zależności od rodzaju splotu przędzy. Pończochy też się darły, ale "awarie" dawały się stosunkowo łatwo usuwać, bo w większości przypadków polegały na "puszczaniu" oczek splotu, a nie na przerywaniu mocnego, nylonowego włókna. W latach powszechności nylonów punkty repasacji pończoch były obecne w domach towarowych oraz w większych sklepach z odzieżą, bielizną i konfekcją. Dziś próżno ich szukać. Od początku lat 90. producenci i specjaliści od marketingu na całym świecie skutecznie dbają o to, by dzisiejsze wyroby pończosznicze były nienaprawialne. Ta komercyjna polityka ma zastosowanie też np. w branży obuwniczej. Męskie buty robi się dziś w większości na spodach z tworzyw sztucznych, często "udających" - barwą i kształtem odlewu - podeszwy skórzane z gumowym podpiętkiem, najbardziej narażonym na ścieranie, ale dającym się wielokrotnie odnawiać u szewca.
Punkty repasacji pończoch znikły całkowicie, a i szewców jest znacznie mniej niż kiedyś. Nic dziwnego, w epoce tandety coraz mniej rzeczy daje się naprawiać, a więcej wymaga utylizacji. I o to chodzi dyktatorom postępu technologicznego. W dobie automatyzacji i robotyzacji produkcji chodzi wyłącznie o ilość. W konsekwencji, jakość jest tylko dla... oka, czyli pozorna. O wielu dawnych produktach, np. meblach, samochodach, biżuterii, a nawet o przedmiotach powszechnego użytku, mówi się z nostalgią, że "mają duszę". Na pewno nie doszukamy się jej w mrożonych hamburgerach made in McDonalds, chipach komputerowych rodem z Tajwanu, meblościankach z płyt wiórowych, w odlewanych pierścionkach, łańcuszkach i innych tzw. "jubilerskich precjozach". Wynika to z proporcji nakładów pracy "żywej" (czyli ludzkiej) i "uprzedmiotowionej" (czyli np. sterowanej komputerami). Ten drugi rodzaj przeważa też znacznie w produkcji rajstop. Jej technologia fazowo jest raczej prosta. Na zautomatyzowanym krośnie tkany jest wielometrowej długości "rękaw", zwany brzydko "kondonem", który następnie tnie się na kawałki o długościach odpowiadających rozmiarówce, po czym do "nogawic" doszywane są (również na automatach) części majtkowe i stopowe. Ot i cała filozofia wyrobu rajstop. W przypadku samonośnych pijawek jest jeszcze prostsza, bo zamiast majtek maszyna doszywa koronkowe opaski z podklejonym silikonem.
.jpg)
W latach 50-60. markowe nylony były pakowane w efektowne pudełka kartonowe i opatrywane stosownymi certyfikatami.

Zwróć uwagę na swego rodzaju plombę. Jest tak skonstruowana, że zdjęta z nylonów nie daje się ponownie założyć. Nabywca ma pewność, że dana para pończoch nie była używana.
U wielu młodych ludzi, dorastających już w czasach tandety, moje wywody mogą budzić zdziwienie. Co z tego, że rajstopy szybko się drą? Zawsze można kupić następne. A i rurowy kształt rajstopowych nogawic jest przez wiele młodych kobiet uznawany za... właściwy. Twierdzę tak na podstawie wypowiedzi (w rozmowie przez Gadu-Gadu) pewnej 25-latki: "(...) Miałam z prawdziwymi nylonami tylko raz styczność. Mając jakieś 17 lat dostałam parę takich pończoch. Pamiętam, że były dziwne... bo miały anatomiczny kształt kończyny dolnej (...)". Wypadało zapytać: a jaki miały mieć? Wszak nie służyły jako rękawiczki. Może więc wszystko jest mentalnie tak ukształtowane, że dla ludzi z epoki tandety dzisiejsze jednorazówki wcale tandetą nie są? A rażą jedynie przedstawicieli pokolenia nieco starszego, pamiętającego czasy solidniejszych wyrobów?
Pamięć może być zawodna, ale wiele takich produktów jest nadal w użyciu. I nie chodzi o stare budowle i meble. Publikację ilustruję zdjęciami nylonowych pończoch z przełomu lat 50-60. Zwróć uwagę na solidne pudełkowe opakowanie, certyfikat i zachowane plomby. Te nylony mają ok. 50 lat, nie naruszył ich ząb czasu. Nie mógł tego zrobić, bo w nich jest dusza. Czy w połowie XXI wieku będzie można to samo powiedzieć o dzisiejszych "samonośkach" i lycrowych rajstopach? Jeśli nawet zachowają się do tego czasu jakieś pojedyncze egzemplarze i uda się je wyjąć w całości z ich foliowego opakowania, to czy będą przedstawiać jakąkolwiek wartość koneserską? Mnie w każdym razie one nie interesują, bo osobiście nie upatruję w nich ani zmysłowości, ani znamion koneserskiej wartości w przyszłości.

Każda para markowych pończoch oznaczana była również numerem seryjnym. Stosowna karteczka z tym numerem wkładana była razem z certyfikatem do pudełka.

|