Magia nylonów

Czytając opowiadania pomyśl, czy zostałyby ona napisane, gdyby ich bohaterki miały na swoich nogach nie pończochy nylonowe a samonośne lub rajstopy.

Warto przeczytać

Atrybut seksu i władzy
Przeciwniczki seksownej bielizny twierdzą, że pończochy wkłada się wyłącznie po to, by zrobić przyjemność mężczyźnie...  czytaj

Dlaczego kobiety powinny nosić pończochy?
Kolega podesłał mi ostatnio ciekawy artykuł - czy noszenie pończoch jest dla kobiety poniżające? Ku mojej uldze, tekst nie okazał się być manifestacją feminizmu, lecz pochwałą prawdziwej kobiecości... czytaj

003.jpg
Przez nylony do serca

 

Mam 23 lata, jestem świeżo upieczoną mężatką (od Wielkanocy), prawie absolwentką anglistyki i... wielką fanką nylonowych pończoszek. Na tę wspaniałą
stronę trafiłam szukając tegoż właśnie cudownego gadżetu kobiecości, któremu zawdzięczam swą Wielką Miłość, przypieczętowaną parę tygodni temu przed ołtarzem.
Ale po kolei. Jako nastolatka nie miałam o pończochach bladego pojęcia. Owszem jako właścicielka długich nóg(177 cm wzrostu) lubiłam cieniutkie eleganckie rajstopki ze stretchu (taka średnia podróbka nylonu), a te "pijawki" uważałam za zbyt ekstrawaganckie.

Więcej …
Business stockings
Wpisany przez Tadeusz   

Pani Ania 

Mamy w firmie taką ładną panią Anię. Lubię się z nią przekomarzać na różne tematy, bo jest to bardzo mądra i miła osoba. A w dodatku w całym chamstwie otoczenia biznesowego jest elementem skutecznie łagodzącym obyczaje. Pewnego dnia do firmy przyszły z Ameryki kolejne nylony dla naszych sympatyków serwera i musiałem się wypowiedzieć na temat noszenia pończoch w dobie rewolucji elektronicznej.
  No cóż, w końcu coś na ten temat słyszałem, to i wypowiedziałem swoją kwestię w obecności naszych pań. Pani Ania, osóbka rezolutna i na wskroś moderna zapytała:
-         Czy nie uważa pan, że noszenie pończoch z podwiązkami jest w dzisiejszych czasach przeżytkiem? Jeszcze samonośne to tak, ale z paskiem??? To niewygodne i bez sensu. Widziałam kiedyś takie u babci.
-         Nic nie może równać się z nylonowymi pończochami na ładnych nogach, pomimo upływu lat - odparłem. A czy zawarcie związku małżeńskiego, to dzisiaj szczyt nowoczesności? Dostanie pani w prezencie takie, jakich z pewnością nie miała pani okazji ani widzieć ani dających się kupić. Po prostu coś niezwykłego.
Słowo się rzekło, kobyłka u płotu, jak mawiają starożytni. I tak na wszelki wypadek podarowałem pani Ani, która za niedługo weźmie ślub, pudełko pięknych, amerykańskich nylonów. Jakoś się trochę zmitygowała, nawet chciała mnie spuścić z tym po schodach, ale w końcu coś z pudełkiem zrobiła. Szkoda było, bowiem, wyrzucić to coś. Było, nie było, sprawa poszła w niebyt i o temacie zapomniano. Panie w naszej pracy noszą swoje tandetne rajstopy i niezbyt piękne spodnie, co żadnego wpływu na poprawne relacje oraz atmosferę w firmie nie ma. Przyzwyczaiłem się do wyglądu naszych pań. W końcu to nie ja się z nimi umawiam, a lokal nasz też nie jest zbyt reprezentacyjny. Czasami pani Ania wyłamuje się jednak z kanonu mierności i założy coś eleganckiego. Pewnego, wiosennego dnia, wchodzi do pokoju, zwanego z quasijapońska „yamahama” i co widzim, proszę wycieczki? Widzim piękne nogi, pobłyskujące delikatną siateczką micro-mesh, pięknie ułożone w fotelu i szeleszczące ze zniewalającą mocą. Po prostu elektryzująca poezja. Tak ładnie dopasowane pończochy do osoby muszą wzruszyć nawet profana. Wyglądały tak inaczej od lycrowych, że na kilometr było to widać. Nie omieszkałem jej dyskretnie powiedzieć, że jest wręcz stworzona do noszenia tej powabnej mgiełki na nogach. Odpowiedziała, że chyba mi się coś wydaje. Ale dobrze wiedziała, że wygląda wspaniale i że chyba jej samej też się to spodobało. To właśnie był widok odrobiny dawnego luksusu w dobie komputerów. Luksusu, o który babcia mogła się otrzeć, ale dopiero jaj wnuczkę na niego stać, bo te amerykańskie wynalazki z lat 60-tych kosztowały aż 1 dolara. Myślę, że i w domu pani Ani też doceniono owe, niezwykłe piękno. Bowiem od tego dnia w naszej firmie, znacznie rzadziej widujemy piękne nogi niezbyt pięknie okryte. Aż się obawiam nieco odległych w czasie skutków tego eksperymentu, bo pani Ania jest kluczowym pracownikiem firmy i jej dłuższy urlop nie leży w naszym interesie. Ach ta magia nylonów...  

Public relations
  
            Pewnego razu trafiłem na wykład w takiej wyższej szkole, co to uczą jak zarobić milion. Wprawdzie nikt z tych wykładowców nie zarobił nawet stówy, bo gdyby wiedział jak, to by to po prostu zrobił, a nie bajki opowiadał. Ale to taki wybieg w kierunku rozdźwięku pomiędzy teorią i praktyką. Wykład prowadziła młoda dama w randze doktora nauk psychologicznych. Na sali wiało trochę nudą, trochę pustkami. Pani doktorka roztaczała wizje, jak podejść do kontraktu – a przede wszystkim, jak się ubrać do negocjacji. W zasadzie robiłem za przypadkową publiczność, reprezentującą klasę tych, z którymi należy negocjować. Nasza uczona miała ogólnie pojęcie teoretyczne w temacie, mocno podbudowane naukawymi (nie mylić z naukowymi) dywagacjami, a jej praktyka leżała bliżej przysłowiowej wiedzy wilka o gwiazdach, niż doświadczonej negocjatorki z kręgów biznesu. Mówiła o roli aparycji w public relations. Sama ubrała się całkiem przyzwoicie, jak przystało na wykład – styl nauczycielka: bluzeczka, kamizelka, spódniczka. Niby wszystko OK., ale na nogi założyła tandetne, rajstopy o przejrzystości i kolorze wody w szambie. A całość doprawiła jakimiś sapogami, jakby na podeszwie z opony od ursusa, bardziej na kołkach, niż obcasach. Wyglądało w sumie dość pokracznie i nogi wręcz raziły. Ale cóż, pensja uczelniana i braki praktyczne uniemożliwiły widocznie lepszą prezencję. Pani była, jak się wkrótce okazało przedstawicielką naturszczyków (to takich co najlepiej nago, ekologicznie i workowato). A w biznesowych negocjacjach trzeba czarować. Ten pierwszy moment ustawia nastrój.
Na sali siedziała pewna pani, w gustownym kostiumie w kwiatki, coś pilnie notując. Nie zauważyła przy tym, że zakładając nogę na nogę, jej spódniczka nieco się odsunęła i... odsłoniła podwiązkę wraz z kawałkiem apetycznego udka. Wykład zrobił się znacząco ciekawszy. Zastanawiałem się, kiedy widok się zakończy, ale ten w dalszym ciągu trwał, a nawet stawał się momentami ciekawszy. A szelest przekładanych nóg zwracał uwagę kilku osobników. Po wykładzie podszedłem do pani w nylonach i zagadnąłem ją, co sądzi o roli ubioru w negocjacjach i udaliśmy się na interesującą dysputę do kawiarni. Pani Małgosia doskonale znała magnetyzm swoich nylonowych nóg i ich rolę w negocjacjach. Wyjątkowo uroczo się nimi posługiwała, migając przy tym od czasu do czasu różowymi majteczkami spod spódniczki. Jakoś doszła do nas znajoma doktórka. Zaczęliśmy rozmawiać o prezencji gdzie, jak zwykle praktyka i teoria nie idą w parze. Pani od teorii, wyznawczyni natury i bawełnianego badziewiarstwa ze zdziwieniem wysłuchała czegoś, co mówiła pani od praktyki, zwłaszcza o przyjemności szeleszczenia nylonami i ich wygodzie. Stwierdzenie: Małgosi, „...kobieta powinna nosić pas”, było dla niej oględnie mówiąc herezją. Dobiłem ją stwierdzeniem, że jeżeli pokaże się z całą tą swoją psychologią, wiedzą i ofertą tak wyglądając, jak wygląda, to porozmawia o pogodzie, bo do negocjacji raczej nie dojdzie. Co innego nasza pani od praktyki. Tej będzie łatwiej, a przynajmniej znacznie przyjemniej. A jeżeli jeszcze poczaruje pięknie uformowanym tyłeczkiem, w dopasowanej spódniczce, to ma wstęp wolny na pokoje. Dalej już będzie potrzebna wiedza. Ale nie odwrotnie. Bowiem wiedza bez prezencji dobra jest w publikacjach, a nie w kontakcie bezpośrednim biznesu na nieco wyższym szczeblu niż kiosk.
No cóż pozostawiliśmy nieszczęsną teorię swoim problemom i udaliśmy się z panią Małgosią na zajęcia w podgrupach, bardziej szczegółowo zgłębiać rolę podwiązek w negocjacjach. Wyszło na to, że zajęcia te trwają już od kilku lat i negocjacje przeniosły się zupełnie w inne miejsce. Małgosia wygląda jeszcze ładniej, a ja mam przyjemność w ozdabianiu mojej pani w koronki i nylony, te z najlepszych stajni. 
 
Sekretarka...
  
            Piękna, mądra i blondynka – słowem: marzenie - zjawisko rzadko spotykane. Bywa, że właśnie taka zostaje sekretarką VIP-a. Jako młody szef w pewnej firmie byłem szczęśliwym pracodawcą takiego zjawiska, wdzięcznie poruszającego się we wspaniałych nylonach. Szybko uległem powabowi i magii tych nylonów i relacje służbowe zmieniły się w bliższą zażyłość. Umawialiśmy się po pracy, zaczynało się między nami coś wielkiego. Moja blondi ma jedną wadę. Lubi grzebać na moim biurku, robić bałagan w szufladach i gadać przez telefon. Znoszę to, pomimo pedantycznego usposobienia i nic nie mówię, bo tak ładnie się uśmiecha, rozładowuje napięcia i ma najładniejsze nogi w całym biurowcu. A poza tym podkochuję się w niej. Dzisiaj znów przyszła ubrana, jak lala. Wyszedłem na konferencję, gdzie mnie dobrze podenerwowano, a po powrocie zobaczyłem, że moje biurko zostało zalane herbatką, a blondi z telefonem w ręku radośnie szczebiocze o lakierach do paznokci i coś próbuje drugą ręką mazać. Przez sukienkę widać było prześwitujące podwiązki. Byłem zły i podniecony. Diabeł we mnie wstąpił i powiedziałem:
-         Co to ma być? Jak już grzebiesz na moim biurku, to przynajmniej nie rób chlewa i natychmiast odłóż ten telefon.
Byłem podenerwowany i miałem ochotę się z nią umówić. Położyła telefon i spokojnie odparła
– Trochę się wylało, ale dzwoniła przyjaciółka i nie zdążyłam pójść po szmatkę, a ty właśnie wróciłeś. W sumie nic się nie stało.
- To zaraz się stanie. Dostaniesz po pupie, bo innego sposobu nie ma. Nie zaoponowała, tylko popatrzyła filuternie i odwróciła się tyłeczkiem, pytając.
-         Co może mnie zbijesz?
Ja już nie panowałem nad sobą. Złapałem ją wpół, podniosłem jej sukienkę do góry, odsłaniając piękne nogi w nylonach i pośladki przyodziane w string tanga.
-         Co robisz?! - krzyknęła, - zostaw, nie wolno, ja się wstydzę
Nie wiem, czy bardziej byłem podniecony, czy zły. Nie puściłem, tylko mocniej przytrzymałem, a ona mocniej wypięła pupę, próbując się uwolnić. Dałem jej jednego klapsa, a potem następnego i następnego. Popłakała się – to bolało
Straciłem całkowicie kontrolę i zacząłem ją tulić, pocieszać, głaskać i całować (również te, obite miejsca). Tego jeszcze nigdy nie robiłem, a zwłaszcza w pracy. Relacje służbowe zniknęły gdzieś w przestrzeni. A ona uśmiechała się i oddawała przyjemności. To był ogień, panowała całkowicie nade mną, a gdy jej nylony znalazły się na mojej twarzy, zatraciłem świadomość. Co było dalej, niech sobie już czytelnik wyobrazi sam. Dzień w każdym razie był z głowy. Straciłem wówczas najwspanialszą sekretarkę i muszę teraz oglądać za karę w pracy starszawą jejmość, która wygrała konkurs. Po dziewięciu miesiącach od tego, pamiętnego dnia na świat przyszła najpiękniejsza na świecie blondynka – nasza córeczka. Jej mama nadal jest piękna, nosi nylony i od czasu do czasu lubi się ze mną podrażnić, a nawet otrzymać klapsa, tak tylko dla zabawy.
 
Tak powstał baby boom...
 
Mój mąż pracuje na wysokim stanowisku w dużej firmie. Ja pracuję w szpitalu. Jesteśmy zabiegani i wszystko odbywa się u nas w pośpiechu. W ogóle, to nasze życie domowe pozbawione było szczególnych wzruszeń. Chciałam mieć dziecko, ale on nie specjalnie. Nie potrafiłam doprowadzić go do chęci zapłodnienia mnie. Przeczytałam kiedyś o pończochach i ich dziwnym wpływie na mężczyzn. Nigdy nie chodziłam w pończochach, uważając to za anachronizm. Nawet nie dopuszczałam myśli o włożeniu „tego świństwa”. Widziałam jednak, że on z upodobaniem ogląda podwiązki na wystawach, a nawet wspomniał, że to by mu się podobało. Z początku wydało mi się to bez sensu, a nawet śmiałam się z tego. Jednak coś mnie zaczęło niepokoić, zwłaszcza, że w domu coraz trudniej rozładowywało się napięcie przynoszone z pracy. Postanowiłam spróbować. Za dwa tygodnie przypadały jego imieniny i moja owulacja. W secrets in lace zamówiłam w tajemnicy pas, koronkowe majteczki, i dwie pary pięknych, czarnych i długich pończoch FF ze szwem. Za tydzień przyszła do mnie przesyłka. Gdy ją obejrzałam, mój pogląd na pończochy lekko się skrzywił. Postanowiłam przymierzyć całość. Ubrałam majteczki, pas i powoli założyłam pończochy. To, co zobaczyłam przeszło moje oczekiwania. Piękne, błyszczące nogi podzielone szewkiem i wyprofilowane przez pas pośladki. Wszystko leżało idealnie i nie sprawiało dyskomfortu. Byłam pozytywnie dowartościowana. Poczułam przyjemne podniecenie. To już wystarczyło, aby całkowicie zmienić moje poglądy na noszenie pończoch. Schowałam moje zakupy głęboko do szafy. Do imienin był jeszcze tydzień.
W dniu imienin, w piątek umówiliśmy się na wyjście do restauracji. W tym dniu do pracy poszłam w spodniach i bluzeczce, ale już od rana odczuwałam niepokój i lekkie podniecenie na myśl, że lada moment założę to coś, co sobie schowałam. Ciekawiła mnie reakcja męża. Tuż przed wyjściem do restauracji, gdy on był pod prysznicem poszłam po swoje zakupy do szafy. Przebrałam się i założyłam ponętną sukienkę i buty na szpilkach. Czułam się wspaniale i komfortowo. Pas lekko opinał biodra, a podwiązki delikatnie przesuwały się po udach. Szewek nęcąco dzielił nogi. Gdy wyszedł z łazienki, natychmiast zobaczył co mam na sobie. Wydał okrzyk wojenny Indianina i zanim zdążyłam mu coś powiedzieć, byłam w jego ramionach. Podniósł mnie i nawet nie wiem, jak znaleźliśmy się w sypialni. Leżałam prawie nieprzytomna na łóżku, a on całował moje nogi, pieścił biodra i uda ozdobione podwiązkami i jedwabnym dessous. Tak jeszcze nigdy nie było. Ostrzegłam go, że zaraz mnie zapłodni. Ale wtedy to jeszcze bardziej go pobudzało. Zdążyliśmy do restauracji dopiero w sobotę. Od tamtej pory z lubością chodzę tylko w pończochach, również tych z oznaczeniem S (krótkie). Mam ich teraz całą kolekcję oraz różne paski. W domu też się poprawiło i napięcia z pracy są skutecznie niwelowane. A na niedzielne spacery z moją małą córeczką i mężem wkładam zawsze nieco krótsze, czarne FF-y, co sprawia nie tylko mi uciechę. Co ci faceci w tym szewku widzą? 
 
Równouprawnienie
 
Mam narzeczonego, który przez Wasz serwer dostał kręćka. Kupił mi pończochy i pas (muszę przyznać, że ładny) i chce, abym to nosiła. Ja tego nie założę, bo się wstydzę, a poza tym jest to niewygodne i staroświeckie. Jest równouprawnienie i będę chodzić w spodniach, a co najwyżej w rajstopach. Pas do pończoch - nie, nie i nie. Chociaż ... I tu właśnie zaczyna się opowieść. Wymyśliłam chytry wybieg. Skoro chcesz, abym nosiła pończochy, to pod warunkiem, że Ty też założysz je na cały dzień. Będziesz wiedział jak to jest. Nie wzięłam pod uwagę, że on aż tak bardzo tego pragnie, że zgodził się na ten eksperyment. Włożyłam dla niego pończochy i poszliśmy znaleźć odpowiedni ekwipunek na 185 cm wzrostu. Muszę przyznać, że nie było w pończochach aż tak źle. Było nawet przyjemnie. Musiałam jednak bardzo uważać, aby niesforna spódniczka nie odsłoniła mojej tajemnicy na widok publiczny. On był zachwycony. Widziałam to po jego spodniach. Bardzo mnie to rajcowało. Miałam ochotę jeszcze bardziej go pobudzić. Widziałam jednak, że się męczy i może się to skończyć drobną katastrofą. Poszliśmy do kilku sklepów z damską bielizną i w Marx and Spencer dostaliśmy czarny pas o odpowiednim wyglądzie oraz wystarczająco długie pończochy. Po powrocie do domu zostałam prawie zjedzona. Było wspaniale i tak zupełnie inaczej. Nie spodziewałam się, że przez głupie podwiązki można tyle zmienić. Ale umowa była umową. Na drugi dzień rano przygotowałam dla niego piękny strój. Sama już byłam w pończochach. Gdy to zobaczył, powiedział, że się wstydzi. Przypomniałam o umowie i pomogłam mu ubrać pas. Slipki nie pasowały zupełnie i musieliśmy podjąć próbę ich dopasowania. Udało się już po dwóch minutach. Rozpoczęliśmy kolejną próbę włożenia paska. Zakładanie pończoch poszło dość sprawnie. Tym razem się udało. Wyglądał zabawnie w czarnych pończochach z zarośniętymi nogami, stojąc bezradnie, a jego slipki znów się odkształciły w niebezpieczny sposób. Zaczęłam być też podniecona. Po kolejnym dopasowaniu kształtów udało nam się założyć spodnie, spod których wprawne oko dostrzegało zapinki. I tak wyprawiłam go do pracy. Po powrocie ku mojemu utrapieniu stwierdził, że to całkiem przyjemny kawałek garderoby i nie mam co protestować, a poza tym umowa, jest umową. Pytałam jak mu szło. Powiedział, że najgorzej to było w toalecie. Ale nikt nie zauważył. I tak oto sama się wkopałam i noszę wspaniałe nylony (najlepsze Aristoc RHT 10). Nie mam już nic przeciwko temu, a nawet bardzo je lubię.

 

Dodaj swój komentarz

Imię:
Komentarz:

Kobiety na forach:

Myślę, że jeżeli jakiemuś facetowi zależałoby akurat na pończochach, to na te 10-15 minut w sypialni każda kobieta je założy. Tylko trzeba coś powiedzieć, a najlepiej podarować jej takie pończochy, jakie się wam podobają.

~22-latka

W czym do sypialni?

(...) Pamiętaj o tym, że pończochy na pasku to klasyka i ikona erotycznego wizerunku - skoro całe pokolenia mężczyzn nie dały się przekonać, że rajstopy są bardziej sexy, to coś w tym musi być. (...)

Z forum "Kobieta w Interia.pl"

kosmetyka, uroda, zdrowie katalog stron internetowych